Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczęściem.

A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczęściem.

Zdaję sobie sprawę z tego, że notka nie jest na najwyższym poziomie. I z tego, że notki wychodzą mi coraz krótsze i gorsze.
Przeszłam chwilowy kryzys i dzięki dwóm osobom z niego wyszłam. Dziękuję im bardzo. Gdyby nie one na pewno nie napisałabym tej notki.
Oswajajcie się z myślą, że w najbliższym czasie skończę z tym blogiem...
Pozdrawiam :*



Stawiała powoli kroki. Czasem cofnęła się o dwa, obróciła dookoła własnej osi, lub schyliła, żeby zawiązać sznurówkę w trzewikach. Gwizdnęła od czasu do czasu, lub pstrykała palcami w rytm wymyślonej przez siebie melodii. Wręcz pozorom wcale nie była w dobrym humorze. Cały dzisiejszy dzień był paskudny. Pokłóciła się z Melody, Huncwoci znów wymyślili jakiś durny kawał i na dodatek zarobiła szlaban u McGonagall tylko, dlatego, że powiedziała, co myśli o durnych kawałach durnych Huncwotów! Co za sprawiedliwość? Nic nie było po jej myśli…Nawet urodziny jej nie wyszły. Dlaczego? Bo większość o nich zapomniała. Nie, nie miała im tego za złe. Po prostu zrobiło jej się trochę przykro, że nawet James zapomniał.
A to było, jakby na to nie patrzeć dość dziwne zachowanie, jak na niego oczywiście. A może po prostu chce zrobić jej niespodziankę na później. Albo…albo… Nie! Nic jej już nie przychodziło do głowy.
Skrzyżowała ręce na piersi i smutnymi oczami rozglądnęła się po szkolnym korytarzu, którym właśnie wybierała się do Sowiarni, aby wysłać odpowiedź na życzenia rodziny.
Przynajmniej oni pamiętali…
– Sto lat, sto lat – zanuciła sobie po cichutku, żeby nikt nie słyszał. Ktoś jednak usłyszał.
– Niech żyje nam Evans… – dokończył za nią, cichym i dość paskudnym głosem.
Podniosła głowę, a to co zobaczyła przysporzyło ją niemal o ból głowy. Ciemne oczy spoglądające na nią kiedyś z przyjaźnią, patrzyły teraz z niechęcią i nienawiścią. Posmutniała jeszcze bardziej.
– Cześć Severusie – szepnęła zdruzgotana. Jemu aż serce się skurczyło na widok tej smutnej twarzy.
Zapadła cisza, kiedy to Snape wpatrywał się z uporem w dziewczynę, a ta w swoje buty.
– Wszystkiego…najlepszego – wyszeptał cicho, od razu się odwracając. Złapała go szybko za rękę.
– Sev… – rzekła błagalnym tonem, jakby chciała, aby w końcu ją zrozumiał – Sev… proszę.
– Nie mów tak do mnie! – prawie krzyknął.
– Nie możemy być znów przyjaciółmi? – wybłagała, mając łzy w oczach.
– Nie zadaję się ze szlamami! – zrobił duże oczy, dziwiąc się sam sobie, że to powiedział. Zauważył, jak po policzku spłynęła jej łza. Wyrwał rękę z uścisku. Zbyt mocno. Lily przewróciła się i opadła na posadzkę. Zamknęła oczy i pozwoliła łzom swobodnie płynąć.
Zupełnie nieświadoma tego, że ktoś ją obserwuje oparła się o ścianę i przytuliła do siebie kolana…



***



Pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę, gdzie wisiała korkowa tablica, na której czarna, jak smoła mucha się myła. Mimo swojego otępienia zdawała sobie sprawę, co dzieje się na około niej. A przynajmniej częściowo była zorientowana kto jest w Pokoju Wspólnym, co robi i czy się na nią patrzy.
Nikt nie patrzył.
I dobrze! Potrzebowała spokoju. Chociaż z wielką chęcią nakrzyczałaby też na kogoś. Pobiła, zabiła. A już najlepiej, żeby był to Syriusz. Aż już nie chciało jej się myśleć na jego temat. Od przyjazdu Lily z ferii ani słowem się do niego nie odezwała. Mimo, że próbował. Nie wiedział, ze każde jego takie spontaniczne podejście kończyło się dla niej wizytą w łazience i wypłakiwaniem swoich smutków – od nowa.
Robisz się monotonna i bezużytecznie nudna, pomyślała z goryczą, gdy uświadomiła sobie, że ostatnim czasem nie była zbyt komunikatywna. Ba! Ona praktycznie w ogóle się do nikogo nie odzywała.
Dla Lily również nie wyjaśniła, co się stało. Jedyną osobą, która cokolwiek wiedziała była Melody. Na całe szczęście obiecała, że będzie milczeć, jak grób. I dobrze jej to wychodziło. Spędzała czas z Remusem i tylko to dla niej się liczyło. Zresztą co tu się dziwić… On jej się podoba i na odwrót. Tylko te patałachy nie zdawały sobie chyba z tego sprawy. Wesoło gawędzili o szkole, Transmutacji, Eliksirach albo o tym ile razy trzeba pokroić jaszczurkę, żeby wywarzyć jakiś wywar.
Poruszyła ramionami z obrzydzenia. I to wyrwało ją z transu. Mrugnęła bardzo powoli. Kichnęła. Znów pogrążyła się w swoim otępieniu. Zmieniła jednak obiekt na piątoklasistę, który tuż przy niej siedział i z tego co wywnioskowała, próbował odrobić zadanie z Zaklęć. Uporczywie machał różdżką i wykrzykiwał: Depulso w stronę swojego kałamarza.
Kiedy pchnął przed siebie różdżkę, Ann obudziła się po raz drugi.
– Źle to robisz – powiedziała, wyjmując swoją różdżkę i jednym zgrabnym ruchem pokazując mu, jak ma nią zamachnąć, by zaklęcie zadziałało. Kiedy to nie pomagało, wstała i przysiadła się do niego.
– Jestem Ann – przedstawiła się, wyciągając rękę i mocno ściskając na jego wątłej dłoni.
– A ja Toshiaki.
– O! Nie wiedziałam, że w szkole u nas są… chińczyki – odparowała nie patrząc, jak Toshiaki się krzywi – Ale jakieś takie masz bardziej europejskie rysy.
– Nie jestem chińczykiem! – zaprzeczył gwałtownie i z taką siłą, że Dakins zaczęła zastanawiać się, jak mogła przestraszyć się piętnastoletniego gówniarza.
– To kim?
– Japończykiem! – wykrzyknął, a kilka par oczu z zaciekawieniem odwróciła się w ich stronę. Gdy jednak nie wychwycili nic ciekawego znów powrócili do swoich zajęć.
– Dobra, dobra – podniosła dłonie wysoko – Skąd mogłam wiedzieć? Nie orientuję się w tym. Dla mnie chińczyk i Japończyk to to samo.
– Jak zauważyłaś mam bardziej europejskie rysy, które charakteryzują właśnie Japończyków! I nazywam się normalnie, a nie jakieś tam To-So albo Tu-fu!
–Toshiaki to i tak dziwne imię – zaczęła, ale kiedy ujrzała jego piorunujący wzrok, zamilkła – No już się nie denerwuj. Przecież nie robię tego umyślnie!
Poklepała go po ramieniu, lecz ten od razu się odsunął rękę. Chwycił w palce różdżkę i machnął nią trzy razy.
– Mam dość! – wrzasnął, waląc pięścią w blat stołu.
– Dobra, dobra. Nie denerwuj się japończyku. Człowiek nie rodzi się od razu z wszystkimi umiejętnościami. Wiesz ile ja się męczyłam nad tym zaklęciem? Nie pytaj.
Pokręciła z rezygnowaniem głową.
– A już najlepsze było to, kiedy na jednych zajęciach razem z moją przyjaciółką ćwiczyłyśmy na sobie. Wyobraź sobie ile to było później sprzątania – zaśmiała się.
– Nie rozumiem… – rzekł chyba naprawdę nie rozumiejąc.
– Oj… No wiesz. Moja koleżanka to dobra jest w te klocki. Więc, kiedy ja obrywałam tym zaklęciem to leciałam prosto na półki z książkami i eliksirami. Pamiętam też, jak po jednym takim wypadku, wyleciałam tak daleko, że… – zamilkła nagle, tak samo, jak szybko się ożywiła.
– Że? – powtórzył za nią Toshiaki. Jego nieco skośne, brązowe oczy wpatrywały się w nią ze skrytym zaciekawieniem i niecierpliwością – Że?
– Że wpadła na mnie, a ja rozlałem na nią eliksir wieloskokowy. Pech chciał, że poleciała tak, że wylatujący z fiolki wywar trafił jej do ust. Ale się działo – Black zaśmiał się i władczym gestem przysiadł się do niej i łapiąc ją za kolano. Natychmiast zabrała jego rękę i przysunęła się do zdezorientowanego Toshiakiego. Chłopiec podrapał się po głowie, wyraźnie znów nie rozumiejąc zaistniałeś sytuacji.
– Anastazjo? – szepnął Syriusz znów się do niej przysuwając. Zadrżała, a policzki jej się zaczerwieniły. Zacisnęła wargi i zmrużyła oczy – Mniejszy z tym – Machnął lekceważąco ręką – Jak się okazało później, w tym wywarze były moje włosy. Skąd się tam wzięły to ja sam nie wiem. Skończyło się tym, że po Hogwarcie chodziły dwa Syriusze.
Toshiaki zaśmiał się głośno, a wtórował mu dudniący bas Łapy.
– Pewnie dostało Ci się od McGonagall? Ciekaw jestem po co ci był eliksir wieloskokowy.
– Tajemnica Huncwota – mrugnął do chłopaka okiem i pocałował Ann w policzek – Nigdy nie widziałem bardziej przystojniejszego siebie, jak wtedy, kiedy stała się mną Ann…
Dakins wstała gwałtownie, a jej szata zaszeleściła złowrogo. Z oczu ciskała gromami i każdy normalny już by uciekał. Ale nie Syriusz.
– Depulso! – wrzasnęła celując w nieświadomego Blacka. Nie zdążył nawet wyciągnąć różdżki, by użyć zaklęcia tarczy. Siła uderzenia była tak ogromna, że chłopak wylądował z głuchym łoskotem na ścianie po przeciwległej stronie pokoju.
– Patrz Toshiaki – zaczęła śpiewnym głosem uporczywie patrząc w wielce zdziwionego chłopa – Tak właśnie działa to zaklęcie.



***



Zapukała lekko do drzwi, na których wisiała plakietka: Dormitorium chłopców siódmej klasy. A tuż pod spodem większym literami wygrawerowane było: Wchodzić na własną odpowiedzialność!
Lily przewróciła oczami i ponownie zapukała. Kiedy nie otrzymała żadnej odpowiedzi ostrożnie przekręciła gałkę w drzwiach i uchylając je powoli weszła do środka. Rozejrzała się po pokoju Huncwotów i z niewyraźną miną zaobserwowała, a raczej poczuła, że tutaj śmierdzi. A śmierdzi czym? Brudnymi skarpetkami oczywiście. Zatykając nos podbiegła do okna i otworzyła je na oścież. Wzięła głęboki wdech świeżego, mroźnego powietrza.
Kiedy wystarczająco się nawdychała usłyszała szum wody w łazience.
– To aż dziwne, że się kąpią – mruknęła ironicznie sama do siebie.
Podeszła do szafki Remusa i równie ostrożnie usiadła na brzegu materaca. Przeszukała kilka zapisanych kartek, kilka książek, lecz tego czego szukała nie znalazła.
Przez jej głowę przechodziła jedna myśl: moja książka z Eliksirami!
Szybkimi ruchami przewertowała wszystkie półki chłopaków. Nie miała nic im w sumie do zarzucenia… tylko James mógłby zabrać te jej zdjęcie z ramki i ewentualnie wsadzić do albumu.
Potknęła się i omal nie upadła gdyby nie podtrzymała się krzesła, z których spadły czarne spodnie. Podniosła siebie i ubranie. Strzepnęła je, a składając wypadła z nich pomięta kartka. Schyliła się po nią. Szybko obejrzała się na boki, czy nikt nie wszedł. Rozłożyła to i śledząc tekst nabierała bladych kolorów. Zamknęła na chwilę oczy, by wyobrazić sobie jeszcze raz widok Dorcas. Otworzyła je jednak szybko, ogarnięta nagłą wściekłością. W rogu kartki widniała data: 23 styczeń.
Tydzień temu! Ten cholerny Potter wiedział, że Dorcas nie żyje od tygodnia i nawet się nie pofatygował, żeby powiedzieć o tym jej najlepszej przyjaciółce! Co za łajdak.
Usłyszała dźwięk otwieranych drzwi, a wkrótce wyłoniła się z nich osoba, której na pewno teraz widzieć nie chciała.
Z łazienki wyszedł James w pełni ubrany z mokrymi, roztrzepanymi i nadal głupio nie poukładanymi włosami.
Spojrzał na nią wielce zdziwiony, w ogóle jej się tutaj nie spodziewając. Zatrzymał rękę z ręcznikiem nad głową i wpatrywał się w nią, wyraźnie oczekując jakiś wyjaśnień czy czegoś w podobie. Przecież on nie skrada jej się do pokoju, kiedy ona się kąpie. Chociaż przyznać trzeba, że bardzo by chciał. Więc, skoro on nie chodzi do niej to chyba logiczne jest, że i jej przybycie w tym momencie nie jest zbyt mile widziane.
Zamiast wyjaśnień otrzymał pełne smutku i agresji słowa:
– Lecz się Potter!
Wybiegła wypuszczając z rąk kartkę. Dopiero po chwili Rogacz pochylił się i odczytał treść listu. Walnął się na łóżko. Przysiągł sobie, że poważnie porozmawia z Syriuszem.
– Zaczyna się – szepnął.



***


– Poczekaj! – wrzasnął za nią, kiedy przyśpieszyła. Westchnął zirytowany. Zawsze musiał ją gonić! Księżniczkę wielką. Jakby nie mogła na chwilę się zatrzymać i zamienić z nim trzy zdania. Zatrzymał się i oparł bokiem o ścianę. Z impetem walnął zaciśniętą pięścią w mur i zupełnie nie przejął się tym, że dłoń natychmiast mu napuchnęła i zrobiła się czerwona. Zaklął siarczyście i prostując się równie gwałtownie, jak się zatrzymując, pobiegł w przeciwną stronę, co Lily.
– Mówiłem poczekaj! – warknął, kiedy na niego wpadła. Przestraszona podskoczyła do góry i złapała się za serce.
– Skąd tu się wziąłeś? – zapytała, łapiąc powietrze.
– Domyśliłem się, że idziesz do Wieży Gryffindoru – rzekł z zaciśniętymi zębami, całą siłą woli powstrzymując się od wybuchu. Spojrzała na niego spode łba i założyła ręce na piersi.
– Masz minutę – zaczęła miarowo stukać piętą, dając mu do zrozumienia, że jego obecność bynajmniej jej nie cieszy. Z ust zrobiła mały dziubek, co było jasnym znakiem, że czeka aż coś powie i będzie mogła w końcu wrócić do dormitorium, gdzie w spokoju będzie mogła podzielić się z Melody i Ann tą przykrą wiadomością.
– Nie będziesz decydować ile mam czasu! – krzyknął wściekły – Pójdziesz wtedy, kiedy skończę!
Mina obrażonej damulki, Lily zniknęła w mgnieniu oka. Zmarszczyła brwi. Czy on kiedykolwiek na nią nawrzeszczał? Czy był niemiły? Przecież wiecznie chodził uśmiechnięty, a na jej widok jeszcze bardziej promieniał. W tym momencie poczuła się, jak dwuletnie dziecko. Nie spuściła jednak głowy, pod wpływem jego groźnych oczu. Ze zdziwieniem uparcie się w nie wpatrywała.
– Ja… – wydukała z siebie tylko. Nie czekając na to, aż się otrząśnie z szoku, Potter złapał ją za nadgarstek i popchnął w stronę przeciwległej ściany, na którą wpadła i obiła sobie plecy. Jęknęła wbrew sobie, lecz nie dała poznać po sobie, że coś ją boli. Zacisnęła pięści i czekała.
– Nie wiedziałem… – nagła zmiana jego nastroju wprowadziły w jej głowie dość duży zamęt. Zachowywał się, jak kobieta w ciąży. Raz wrzeszczał, raz był miły i potulny, jak baranek. Nie wiedziała już, czego po nim oczekiwać i jak się bronić przed jego humorami.
– Co? – zapytała głupio.
– Naprawdę nie wiedziałem – Nachylił się do niej i opierając dłonie po dwóch stronach jej głowy, przytulił do niej.
– Doprowadzasz mnie do obłędu, wiesz? – poklepała go nieśmiało po barku, próbując dodać mu otuchy i odsunąć od siebie. Nie pojął jednak tej aluzji. Zamknął oczy i wybełkotał coś.
– Lily, nie rób ze mną tego, co robisz teraz… – poprosił błagalnym tonem napinając mięśnie pleców.
– Obawiam się, że nie wiem o czym mówisz – spróbowała jeszcze raz odsunąć go od siebie albo sama wniknąć w jakiś magiczny sposób w ścianę.
I chyba zadziałało, bo James odszedł od niej natychmiast i ze złością wcisnął ręce w kieszenie spodni. Zgarbił się, jakby pod ciężarem wiadomości, które na niego natarły jak muchy.
– Cholera! – krzyknął tak głośno, że niektóre obrazy spojrzały na niego karcąco, a Lily po raz kolejny podskoczyła przestraszona w jego obecności – Nie wiedziałem, że Dorcas nie żyje!
– Wiedziałeś! I nawet mi nic nie powiedziałeś!
– Posłuchaj mnie Evans…!
– Przechodzimy do nazwisk, Potter? – zakpiła odwracając się i odchodząc. Podbiegł do niej i zacisnął rękę na jej ramieniu. Syknęła, bo naprawdę zabolało.
– Nie masz prawa odejść, kiedy do ciebie mówię, zrozumiane?! – wrzasnął.
– Nie poznaję cię James. Kim ty jesteś?!
– To były spodnie Łapy! Nie moje. Ja nic nie wiedziałem!
Do oczu Lily napłynęły łzy. Nie, nie popłacze się przy nim. Wyrwała rękę z uścisku i od razu uciekła.
Tym razem jej nie gonił.

23/09/2007 16:46:54 [Powrót] Powiedz

Aga:)
brak www
data: 29/10/2007 17:36:55
aafq245.neoplus.adsl.tpnet.pl
IP: 83.4.146.245
Kocham takiego Severusa! Wielbię i w ogóle :D Nie no jest cudowny jako taki bezwzględny łotr! Ah :)
Severus jest miłością mego życia :D
Dobra teraz dalszy ciąg... Lily taka właśnie jest! Sama sobie coś ubzdura i nie sobie potem wytłumaczyć! Biedny Rogaś. Pochwalam jego zachowanie :)
Ona się źle zachowała, nie on. Japończyk w Hogwarcie hihi, a Ann ładnie poczarowała na Syriuszu :D
Genialne!
Kate
brak www
data: 22/10/2007 13:09:02
abtq233.neoplus.adsl.tpnet.pl
IP: 83.8.162.233
No to Lily się wkopała. Szczerze mówiąc mnie też nie przyszło do głowy, że to są spodnie Syriusza i już się porządnie nakręciłam na Jamesa jak tak zaczął na Rudą wrzeszczeć...ale teraz już mu się nie dziwię. Faktycznie mógł się poczuć urażony faktem, że Lily oskarżyła go właściwie bez żadnych podstaw. Genialna notka! Buźki!
Remus Lupin
brak www
data: 5/10/2007 21:52:13
efg188.internetdsl.tpnet.pl
IP: 83.14.240.188
Bardzo podobają mi się twoje notki. Jesteś w moich ulubionych. Pozdro!
Autorka - Amnis
brak www
data: 4/10/2007 22:04:16
raiden.ftnet.pl
IP: 80.48.79.4
Nie mam zamiaru brać udziału w pożal się Boże konkursiku, gdzie główną nagrodą są "komcie". Uprzejmie więc proszę o nie wklejanie w komentarzach linków i reklam swoich stron.
valentina
brak www
data: 4/10/2007 18:00:43
220-185.compnet.com.pl
IP: 85.198.220.185
superowa nowa nota na www.dodatki-za-free.blog4u.pl ! uwaga ! etap zgłoszeniewy do konkursu kończy się za 2 dni !
truestoryofdetectiveconan
http://truestoryofdetectiveconan.blog4u.pl
data: 4/10/2007 12:57:34
zalogowany
IP: zalogowany
Hejka, komentowałam notkę pod innym nikiem, więc powiem tylko tyle, że u mnie pojawiła się nowa notka, zapraszam.
Biara
brak www
data: 3/10/2007 20:21:40
ejo111.neoplus.adsl.tpnet.pl
IP: 83.21.156.111
No i co ja mam powiedzieć? Mam taką z deka depresję (która zaczęła się jakoś tak z miesiąc temu), więc powiem tyle, że masz nie kończyć bloga bo przyjdę do Ciebie i Cię za to skopie. Pozdrawiam ;p
Ostre Oceny Krytyków
brak www
data: 2/10/2007 18:35:18
dgy202.neoplus.adsl.tpnet.pl
IP: 83.23.180.202
W związku ze zmianą w kadrze krytyków oraz regulaminie oceniania, prosimy o ponowne odwiedzenie Ostrych Ocen Krytyków, zapoznanie się z owymi zmianami i wybranie nowej oceniającej. Przepraszamy za niedogodności,
Luniasta
brak www
data: 1/10/2007 21:34:19
chello084010203170.chello.pl
IP: 84.10.203.170
SHOWDOWN, NIE WAż SIę NAWET! To opowiadanie jest za dobre, żeby tak po prostu je sobie porzucić! Jak już ci zależy, to chociaż dobrnij do 31 X 1981... Tak ładnie proszę :'<
A tak na temat notki.
No to Łapa sobie nagnoił... Ha, będzie musiał spowiadać się Rogatkowi^^ A to lubię i tego na pewno mi nie zrobisz (mam nadzieję...), tzn. nie wyjaśnisz tego.
Pozdrawiam:*
Amnis
brak www
data: 1/10/2007 16:08:39
ft.el1.ftnet.pl
IP: 80.48.79.10
Wszystko co ładne kiedyś musi się skończyć. Zastanawiam się jeszcze nad tym, ale aktualnie nie mam czasu...



Podstrona: *1* / 2 / 3